SOCIAL MEDIA

środa, 5 grudnia 2018

Nabla Cosmetics: Holiday Collection + gorzka prawda o mediach społecznościowych



Plan dotyczący powrotu na bloga siedział w mojej głowie już od niespełna 4-5 miesięcy, od momentu kiedy pierwszy raz zabrakło mi przestrzeni do dzielenia się z Wami moimi wywodami. Pewnie zastanawiacie się, co się stało, że tak właściwie mój blog poszedł do odstawki, jednak nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Uwielbiałam pisać, uwielbiałam mieć swoje miejsce w sieci, gdzie mogę podzielić się z Wami swoją pasją. W pewnym momencie jednak potrzebowałam przerwy od tego wszystkiego.
Ci co mnie śledzą na instagramie (wątpię, że ktokolwiek inny czyta jeszcze bezinteresownie blogi, więc pewnie wszyscy co to przeczytają są z mojego instagrama) wiedzą, że miałam chwilowy kryzys wiążący się z brakiem motywacji i zniknęłam na dłuższą chwilę z instagrama jak i innych portali społecznościowych. Kiedyś bardzo mocno udzielałam się na snapchacie, pokazywałam dużą część swojego życia godzinami pozując do  telefonu. Dodawałam dziennie po dwa zdjęcia na instagram oraz starałam się chociaż raz w tygodniu dodać post na bloga. Zastanawiacie się pewnie, czy rzeczywiście byłam tak skrupulatna... owszem. Media społecznościowe tak mnie pochłonęły, że byłam na siebie zła, gdy nie miałam zdjęcia do dodania, na blogu pisałam jakiekolwiek posty, żeby tylko coś wrzucić. No i oczywiście współprace.. firma wymaga, a  motywacji brak, więc wrzucałam cokolwiek, żeby tylko rozliczyć się z umowy. W pewnym momencie mój blog przerodził się w jedną wielką reklamę postów pisanych na kolanie od niechcenia, a instagram? Instagram to studnia bez dna, pełna hejterów i idealnych zdjęć. Wtedy nie wiedziałam, w którym kierunku chce iść. Jeśli ktoś jest ze mną od początku to wie, że zaczynałam od zamówień z aliexpress i recenzji tych produktów. Potem zaczęłam pisać recenzje kosmetyków, dzięki czemu pokochałam makijaż, o którym wcześniej kompletnie nie miałam pojęcia. Tak też powstało moje konto makijażowe na instagramie. Początkowo makijaże samego oka, potem na ręce, aż wreszcie przyszedł czas na makijaże całej twarzy. Wiecie co było najgorsze? Moja liczba obserwatorów powiększała się, co wywoływało na mnie coraz to większą presję. Obserwowałam miliony dziewczyn z idealnymi ustami, wielkimi oczami, przepięknym nosem, na których każdy makijaż wyglądał perfekcyjnie. Jestem osobą na ogół bardzo krytyczną wobec siebie, a oglądając ten magiczny świat instagrama, w który się 'wplątałam' czułam, że to nie jestem ja. Zauważyłam, że na siłę próbuje być kimś, kim nie jestem. Dodając zdjęcia takie jak inni na siłę chciałam wpasować się w panujące trendy, bo przecież wszystkie influencerki tak robią. Niestety bardzo ciężko jest się wpasować, a wybić jeszcze ciężej. Na ogół dostawałam i dostaję nadal bardzo dużo wiadomości, że mój instagram jest spójny, piękny, idealny, a ja? Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile zrobionych zdjęć makijaży lądowało w koszu, lub wiszą do dziś w galerii w albumie 'nie do pokazania', albo ile zdjęć zostało przeze mnie usuniętych zaraz po dodaniu, czy następnego dnia bo nie uzyskałam 'wystarczającej liczby like'... Zabrnęłam w to tak mocno, że praktycznie nie podobało mi się żadne zdjęcie, które zrobiłam, żaden makijaż, nie mówiąc już o mojej osobie. "To tylko instagram"- mówicie, ale to się odbija na naszym życiu. Zawsze miałam pełno kompleksów, jak chyba każda z nas. Jednak gdy stajesz się osobą chociaż w 1% publiczną Twoje kompleksy stają się tarczą do gry w lotki. Stąd też cały hejt, każda słabość, czy właśnie kompleksy, o których opowiadasz w internecie to punkt zapalny dla każdego hejtera.
Drugą sprawą zaraz po pragnieniu bycia idealnym jest presja wywołana przez firmy. W momencie gdy udało mi się w jakimś stopniu rozkręcić na instagramie nagle pojawiła się jakaś wszechobecna presja na zaistnienie. Nagle każda influencerka chciała być na PR u Anastasii Beverly Hills, czy na głównej u Huda Beauty. Oznaczanie firm pod zdjęciami stało się czymś wręcz nachalnym. To druga rzecz, która mnie pochłonęła. Praktycznie zaczęłam robić makijaże nie takie, które chciałam robić, a takie, które mogłyby się spodobać którejś z firm. Skoro ABH repostuje najczęściej brązowe makijaże to od dziś robię tylko w tych kolorach. Pojawić się u ABH, czy dostać się na listę to był dla mnie priorytet. Po pewnym czasie pisanie bloga stało się dla mnie czymś wręcz uciążliwym, a instagram zaczął mnie tak stresować, że nie mogłam spać po nocach planując co następnego dnia namaluję.
Potrzebowałam przerwy, żeby nie zwariować.

Na instagram powróciłam zmotywowana przeprowadzką do nowego, większego miasta. Oczywiście nie zniknęłam całkowicie, ponieważ praktycznie byłam na nim cały czas. Uświadomiłam sobie jednak, że nie mogę na to wszystko patrzeć przez pryzmat innych, tylko skupić się na tym czego ja chce. Nauczyłam się postrzegać instagrama jak coś w stylu albumu, portfolio gdzie po prostu wrzucam swoje pracę. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie zmienić siebie, że nie jestem w stanie wyglądać jak połowa idealnych dziewczyn na instagramie. Początkowo wszyscy mi wmawiali, że muszę skupić się na jednym, że ludzie nie lubią jak miesza się makijaże oka, z makijażami na ręce i przeplata zdjęciami lifestyle. Tak sobie to wkręciłam, że chciałam wybierać i zdecydować się na jedno. Nie daj sobie wmówić, że czegoś nie możesz. Twoje konto na instagramie to tablica, która ma przedstawiać Ciebie. Ludzie, którzy Cię obserwują są tam dla Ciebie, a nie dla tego jednego makijażu oka, który dodałaś/łeś w zeszłym tygodniu. Jeśli chcesz się z nimi podzielić nowym super outfitem, czy różową kawiarnią, w której wczoraj byłaś/łeś- zrób to. Nawet jeżeli komuś się to nie spodoba to trudno. Przyjdą nowe osoby, które znajdą Twoj profil właśnie po tym zdjęciu. Jeszcze dwa lata temu nie spodziewałam się, że zajdę tak daleko. Dla mnie liczba, którą aktualnie mam na instagramie jest czymś niewiarygodnym i szczerze powiem, że nawet nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Uwielbiam patrzeć, jak moje pracę inspirują innych i czytać wiadomości od osób, które w jakimś stopniu zaczęły swoją makijażową przygodę dzięki mnie. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze- fakt, że to co wrzucam aktualnie bez przymusu podoba Wam się najbardziej. Oczywiście nie będę teraz wymyślać i bronić się, że moim marzeniem nie jest już współpraca z wielkimi firmami albo kolejna okrągła liczba, bo każda z osób, która w jakikolwiek sposób działa na mediach społecznościowych musi zakładać sobie cele, które chce osiągnąć. Jednak aktualnie to są dla mnie tylko cele, staram się żyć tym co jest teraz. Takie myślenie doprowadziło mnie do tego, że może nie jestem na liście ABH ale piłam szampana z samą założycielką marki. Staram się myśleć pozytywnie i każdemu z Was życzę tego samego.

Dlaczego powracam do blogowania? Dlatego, że brakuje mi miejsca, gdzie będę mogła wrzucić dla Was krótkie recenzje ulubionej paletki, czy pokazać nowości, które właśnie przetestowałam. Staram się to robić na bieżąco na instagramie, ale story znika po 24h,a nie chce wrzucać miliona zdjęć jednej paletki. Często do mnie też piszecie o konkretne produkty, czy mi się sprawdziły, czy polecam. Podczas różnych świąt czy promocji pytacie co kupić. Poza tym mam pełno pozapisywanych inspiracji, pięknych miejsc, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Dlatego właśnie blog. Miejsce gdzie będzie przesadnie różowo i będzie wszystko to o co pytacie, a nie mam jak odpowiedzieć każdemu z osobna. Posty nie będą się pojawiały regularnie. Nie chce znowu sobie czegoś narzucić, żeby nie dać rady. Będą pojawiały się wtedy, kiedy będzie taka potrzeba, lub nadzwyczajnie będę miała ochotę do Was popisać. Od razu mówię, nie jestem polonistką, ten blog ma być luźnym miejscem, w którym każdy może wyrazić swoją konstruktywną opinię.




Tym krótkim wstępem chciałabym przejść do tematu posta, którym jest najnowsza kolekcja od Nabla Cosmetics. Jest to jedna z moich ulubionych firm i na każdą rzecz przez nich wypuszczoną reaguję jak mała dziewczynka. Przede wszystkim dlatego, że w ramach współpracy dostaje od nich nowości, co jest dla mnie chyba największym wyróżnieniem. Druga sprawa to fakt, że produkty Nabli są świetne jakościowo i przepięknie się prezentują. Jest to jedna z tych marek, które mogę Wam bez ściemy polecić i na pewno nie będę żałować.
Nowa świąteczna kolekcja wypuszczona została zaraz po paletce Poison Garden, która swoją drogą jest najbardziej napigmentowaną paletką z trzech. W skład kolekcji wchodzi:
- zestaw pędzli w kosmetyczce,
- dwa pędzelki single do rozświetlacza,
- Serial liner
- 2 rozświetlacze
- 4 błyszczyki
- 3 płynne pomadki
- 5 Lip Kitów
- 2 duże kosmetyczki.
Wszystko zachowane jest w klimacie świątecznym z elementami rose gold.



Z całej kolekcji najbardziej jestem zauroczona zestawem małych pędzelków. Ze względu na rysunki na ręcę od dłuższego czasu szukałam małych precyzyjnych pędzli. Dotychczas moim ulubionym był pędzel z Inglota do brwi- rysowałam nimi wszystkie włoski i szczegóły. Aktualnie zmieniam zdanie i moim ulubieńcem stał się pędzel do eye-linera i brwi właśnie z tego zestawu. Rysuje tak precyzyjne, cienkie kreski jak żaden inny. Świetny jest też pędzel do cut crease, który idealnie nadaje się również do wyczyszczenia brwi korektorem. Zresztą każdy pędzelek z tego zestawu mogę polecić. Jest kilka drobniutkich pędzelków do cut crease, do blendowania. Zdjęcia nie oddają ich wielkości, ale możecie mniej więcej zobaczyć z czego składa się zestaw. Cena całego zestawu to 199 zł.

Dodatkowo w kolekcji znajdziemy dwa modele pędzli do rozświetlacza, wachlarzowy oraz nowa wersja istniejącego już 'highlighter brush'.



Jeżeli jeszcze nie znacie rozświetlaczy od Nabli, to koniecznie przetestujcie chociaż jeden. Zapewne pamiętacie szał na rozświetlacz Savage i Wave z wcześniejszej kolekcji Denude. Te dwa cuda według mnie są o wiele piękniejsze, głównie ze względu na ich tłoczenie. Nie dość, że wyglądają uroczo, to tworzą na skórze przepiękną taflę. Kolor Divinizer to delikatny złoty rozświetlacz, który na skórze opalizuje na różowo, a Crown to klasyczny złoty odcień. Trzeba niestety uważać, gdyż oba odcienie według mnie nie nadają się do bardzo jasnej karnacji.



Produktem, który zaciekawił mnie najbardziej jest eyeliner w pisaku. Niestety nie zdążyłam go jeszcze przetestować, jednak jego pędzelek jest niesamowicie precyzyjny. Próbowałam zrobić kilka szybkich kresek na dłoni i po pierwsze były mega cieniutkie, a po drugie nie mogłam ich zmyć :)


Nie ma nic lepszego od zestawu nowych błyszczyków. Tak jak rok temu zimą uwielbiałam matowe pomadki tak w tym roku przepadłam za błyszczykami. Szczególnie tymi błyszczącymi. Uwielbiam je nakładać same, lub na pomadki o zbliżonych kolorach aby podbić pigment. Nabla chyba czyta mi w myślach bo stworzyła 4 kolorki, które chyba najczęściej noszę. Żałuje jedynie, że odcień Crazy Diamond na zdjęciu nie wygląda tak jak na żywo. Błyszczy się wspaniale, możecie mi uwierzyć!



Ostatnią już rzeczą stanowiącą największą część nowej kolekcji są pomadki matowe i jedna metaliczna. Postanowiłam opisać je razem pomimo tego, że trzy odcienie (Bauderlaire, Berry Bite i Lyseric Red) wyszły jako single, a reszta sprzedawana jest w postaci Lip Kit'ów z konturówką w zestawie. Jest to jednak ta sama formuła, którą mogłyśmy już wcześniej poznać w starych kolekcjach Nabli. Ja osobiście ją uwielbiam. Bardzo często sięgam po pomadki tej Firmy głównie ze względu na gamę kolorów. W tej kolekcji najbardziej spodobało mi się to, że wydali dwa rodzaje pomadki Nude- Romanticized - bardziej różowej dziennej pomadki, oraz przeciwnika Attractive, który jest typowym brązowym nudziakiem. Zaskoczeniem był dla mnie bardzo promowany kolor Vivid Velvet, czyli mocna fuksja. Po zdjęciach u Nabli spodziewałam się, że ten odcień będzie bardziej neonowy. Kolejnym zaskoczeniem jest kolor Lyseric Red, czyli nic innego jak nowa odsłona kultowego Silk Road. Mimo tego ten kolorek idealnie pasuje na święta! Placebo? Takiego koloru jeszcze nie miałam w swojej kolekcji. Początkowo po wyciągnięciu z opakowania wydawał się takim 'wiewiórkowym' rudym brązem. Po użyciu doszło do mnie, że to jednak jest czerwień. Przygaszona, trochę ruda, ale czerwień. Bardzo interesujący odcień, szczególnie dla oliwkowego koloru skóry.
Reszta kolorów sprzedawane są w zestawie z konturówką, która swoją drogą jest super kremowa i przyznaje się, że zdarzało mi się wyjść w samej konturówce, bez nakładania pomadki.




Ciekawa jestem, czy jest tu osoba, której udało się przeczytać wszystko. Jeśli macie jakieś propozycje, co do postów na blogu możecie je pisać tu w komentarzach, lub bezpośrednio na moim instagramie. Liczę na to, że wstęp przyjmiecie z przymrużeniem oka, bo to co opisałam to moje własne spostrzeżenia, które nie miały na celu nikogo urazić. Spodziewajcie się nowych postów już niedługo:)!


Nie zapomnijcie dodać mnie na moich mediach spolecznościowych:

  TUMBLR   |   INSTAGRAM   |   FACEBOOK 
SNAPCHAT: Kayleenbeauty


1 komentarz :

  1. Zastanawiałam sie nad kupnem rozświetlacza z nabli i chyba teraz to zrobie ❤ jakoś tak ufam że to co mówisz jest prosto z serduszka ❤ poza tym szczerze nie bylam z Toba od początku ale po przeczytaniu tego jakie miałaś doswiadczenia z mediami społecznymi jestem w szoku że dalej dajesz sobie z tym wszystkim rade! Bardzo podziwiam i ogromny szacun za Twoją prace, odwage i poprostu bycie sobą. Nigdy nie znalazłam tak szczerej, kochanej i utalentowanej osóbki jak Ty i tak bardzo żałuję że wcześniej Cie nie znalazłam. Osobiście zaczynam przygode z makijażem i stałaś się moją największą inspiracją jak tylko Cie znalazłam �� czekam z niecierpliwością na kolejny wpis ❤ Może jakieś recenzje mało znanych firm? Jeśli takie znasz. Albo typy maseczek do twarzy które są efektowne? I tak, przeczytałam od deski do deski wpis i jest cudowny! Masz talent nie tylko w makijażu ��

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje mnie do dalszej pracy, dziękuje Wam za to, że jesteście.